Dziennik Gazeta Prawna podaje zaskakującą informację, która nie została dotąd ujawniona – nie było przygotowanego planu awaryjnego lądowania prezydenckiego samolotu. Wszystko dlatego, że oficer Federalnej Służby Ochrony przed katastrofą Tu-154 przekonywał polskich dyplomatów, że samolot… odleci na zapasowe lotnisko. Z kolei Nasz Dziennik ujawnił, że samolot był remontowany przez Rosjan tuż przed katastrofą.
Dariusz Górczyński, były naczelnik w departamencie spraw wschodnich polskiego MSZ, 5 kwietnia przyjechał do Smoleńska i Katynia, by dopilnować przygotowań do oficjalnej wizyty premiera Donalda Tuska i wizyty delegacji Lecha Kaczyńskiego. Podczas przesłuchania przyznał prokuratorom, że podczas rekonesansu nie sprawdzał lotniska w Smoleńsku przed wizytą prezydenta.
Górczyński opowiedział o wydarzeniach z lotniska tuż przed katastrofą, gdy w specjalnym namiocie czekał na przylot prezydenta z przedstawicielami rosyjskiego rządu oraz z Pawłem Kozłowem – oficerem Federalnej Służby Ochrony odpowiedzialnym za bezpieczeństwo Lecha Kaczyńskiego. Rosyjski oficer, powołując się na kontrolerów lotu z lotniska, utrzymywał do ostatniej chwili, że Tu-154M zostanie wysłany na jedno z zapasowych lotnisk.
Ze stenogramów rozmów załogi z kontrolerami wiadomo jednak, że Rosjanie nie rozkazali odlecieć na inne lotniska. Jedynie ostrzegli, że nie ma warunków do lądowania. A polecenie odejścia padło sekundę przed katastrofą.
Naprawa tuż przed katastrofą
Przed odlotem samolotu do Smoleńska ściągnięto z zakładu w rosyjskiej Samarze ekipę remontową. Pracowała ona w Warszawie przy bloku sterowania rządowego Tu-154M – ustalił “Nasz Dziennik”
Według gazety, mechanicy usuwali awarię bloku sterowania w układzie autopilota. Chodzi o kanał poprzeczny, odpowiedzialny za regulację przechyłu skrzydeł. Wszelkie usterki tupolewa powinny być odnotowane w tzw. książce pokładowej. Sęk w tym, że książka była 10 kwietnia na pokładzie samolotu i jeśli przetrwała, jest w rękach Rosjan.
Awaria autopilota przydarzyła się w trakcie transportu polskich ratowników powracających z misji na Haiti. Płk Ryszard Raczyński, były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, nie potrafił wczoraj wskazać gazecie konkretnej daty, kiedy naprawa Tu-154M miała miejsce
Tymczasem “pod krzyżem”
okazuje się, że jednym z prowodyrów antykościelnych zamieszek jest człowiek oskarżony w procesie szantażystów senatora Piesiewicza, wcześniej skazany za gwałt i napad z bronią w ręku.
– To pokazuje, że sprawa krzyża przed Pałacem była rozgrywana przez różne siły, nie zawsze przez politycznych zleceniodawców. To by wyjaśniało, rozumując czysto docześnie, dlaczego ta sprawa wymyka się spod kontroli politykom – stwierdził w rozmowie z portalem Niezależna.pl redaktor naczelny portalu Fronda.pl Tomasz Terlikowski.
Publicysta nie spodziewa się jednak żadnej reakcji na ujawnienie przez tego, kto stoi za wywoływaniem rozrób przed Pałacem. – Chodzi o to, by awantury te trwały pozornie niezależnie od siły, której przynosi ona najwięcej korzyści politycznych, czyli od Platformy Obywatelskiej – powiedział Terlikowski.
W podobnym duchu wypowiedział się senator Zbigniew Romaszewski (PiS). – Niewiele już mnie jest w stanie zaskoczyć po tym, gdy przed Pałacem Prezydenckim usłyszałem skandowane „Grzegorz Piotrowski na prezydenta”.
Senator twierdzi, że za sytuację pod Pałacem Prezydenckim, a tym samym za aktywne działanie w tym miejscu jednostek o przestępczej przeszłości, odpowiada kancelaria Bronisława Komorowskiego. – Ta sytuacja wywołuje głębokie podziały w społeczeństwie. Przez brak odpowiedzialności narasta nienawiść. Kancelaria Prezydenta powinna wreszcie zająć zdecydowane stanowisko. Błąd popełniono na samym początku, gdy nie zagwarantowano na piśmie formy upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej.
Najbardziej powściągliwa była posłanka PO Joanna Fabisiak. Stwierdziła, że przestępcami powinny zajmować się organa ścigania, a za spory przed Pałacem Prezydenckim – nawet jeśli są one inspirowane przez osobników pokroju Zbigniewa S. – odpowiadają ci, którzy “uwięzili krzyż przed Pałacem”. – Krzyż ustawiono przed Pałacem pod wpływem chwilowego impulsu, ale później powinien powędrować on tam, gdzie jego miejsce. Na pielgrzymce tysiące młodych ludzi modliłoby się przy nim w zgodzie, w jedności, nawet przy różnych poglądach politycznych. Jednak odstąpiono od tego. Agresja eskaluje agresję. Mamy tego przykład. Kto narobił problemów, niech się teraz martwi – powiedziała portalowi Niezależna.pl poseł Fabisiak.
Z innej jeszcze beczki
Nam należy także pamiętać, że niestety żadne medium w związku z wywołaną sytuacją pod pałacem prezydenckim nie zamuje się podwyższaniem podatków przez rząd, brakiem reform, brakiem cięcia kosztów w administracji, wzrostem zatrudnienia w administracji rządowej o 40 000 urzędników zaledwie podczas ostatnich 2 lat.
Dziennik Gazeta Prawna, rp.pl, niezalezna.pl, Nasz Dziennik